Żegnaj przyjacielu :(

20 Lutego 2015 – Ten dzień zapamiętam do końca życia. Trudno było podjąć dobrą decyzję, czy uśpić psa czy nie.

Jedno było pewne, męczył się … nowotwór, prostata, prawdopodobnie cukrzyca, ślepy, ledwo słyszał. Swoje potrzeby fizjologiczne załatwiał w domu, już nie wytrzymywał, chociaż chodził 30-60 minut na dworze, to po 1h były już widoczne kałuże.

Czasem zdarzało się, że i inne potrzeby załatwiał w domu, możecie się domyśleć jakie.

Jako iż byłem w tym czasie na praktyce wszystko musiała załatwiać Mama. Weterynarz sam zaproponował uśpienie po przebadaniu psa.

Zmniejszono mu cierpienia w późniejszym czasie, jego jak sam weterynarz stwierdził nie dało się uleczyć, gdyż nowotwór był już zbyt rozległy, zresztą sama chemia wyniszczyła by tylko jego organizm i może przedłużyła życie o pół roku jak nie dłużej. Żył 16 lat, kupiony był w 1999 czyli ja miałem 3 lata, a siostra 9. Trudno jest stracić swojego przyjaciela, z którym byłeś praktycznie związany od początków swojego istnienia, tak dziś z trudem przeżywam to co się stało.

Dziś nastał jego ostatni dzień, przestał się męczyć i udał się w stronę zachodzącego słońca ;(